Pokazywanie postów oznaczonych etykietą To co mnie otacza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą To co mnie otacza. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 kwietnia 2011
Historia pewnego kota
Jestem właścicielką niemożliwego kota, tfu kotki. Codziennie słodziak mój spędza cały czas na spaniu i pielęgnowaniu futerka, codziennie też gania rurkę termokurczliwą umocowaną na bambusowej tyczce (jaka wspaniała z tego zabawka). Czasem w jej życiu pojawiają się wyzwania, tak jak dzisiaj. Tym razem było "jak wyjść na dwór". Kocina zwykle korzysta z drzwi - balkonowych - i okna, również balkonowego. Ale ktoś na jej drodze zawiesił firankę, nie żeby to jakaś nowość, bo firanka jest zawsze. Wyjątkowo nie potrafiła sobie kotka poradzić. Firanka do samej podłogi, nigdzie nosa się wcisnąć nie da. Zapomniało się kotkowi gdzie jest przejście. Łaziła to w jedną to w drugą i próbowała gdzieś nosek wcisnąć. A kot ten jest dziwaczny, nie toleruje jak jakaś tkanina leży na jej futerku. Ale myśląca widać jest, jak nie dołem to górą. Postanowiła wskoczyć na parapet. Najpierw oczywiście rozeznanie, oparcie fotela było idealnym punktem obserwacyjnym. Jakby się nie starała, jakby głowy nie wyciągała, z której strony by nie zaglądała - wszędzie firanka. Na nic się zdały kocie starania, należało użyć broni ostatecznej. Raźno podbiegła do mnie - leżącej i z rozbawieniem przypatrującej się widowisku - zrobiła słodkie oczka, zamiałczała i polizała mnie po łokciu. Zadziałało, kotu udało się wyjść na dwór.
środa, 20 kwietnia 2011
Róże kochają butelki po winie...
...krakowską kranówkę, a na dodatek nie chcą umierać.
![]() |
| Dostałam ją ponad tydzień temu, stoi w butelce po winie i dotąd nie wymienianej krakowskiej kranówce. Pąk był już tak mocno rozwinięty. |
![]() |
| Nie dość, że nie umiera to jeszcze wypuszcza nowe pędy. |
![]() |
| A to inna z mojej kolekcji. Dostałam ją tak dawno... ponad miesiąc temu. Pąk musiałam odciąć by zmarzł i padł, ale badyl który przez zaniedbanie zostawiłam w butelce zaczął wypuszczać pędy. |
![]() |
| A tak wyglądają obie ślicznotki. W butelkach po winie i na krakowskiej kranówce. PS. nie puściły korzeni. |
czwartek, 3 marca 2011
poniedziałek, 28 lutego 2011
piątek, 25 lutego 2011
"A imię jego czterdzieści i cztery"
Dziś będzie o nazywaniu. Za radą kogoś sympatycznego postanowiłam nadać imię cytrynie. Pomysłów było kilka, ale wreszcie podjęto ostateczną decyzję. A teraz gdy o tym myślę, nachodzi mnie pewna książka i pewien jej fragment:
Wracając do tematu, cytrynie nadano wdzięczne imię Marta.
Oglądałem wielki wodospad. Myślę, że to najpiękniejsza rzecz na terenie całej posiadłości. To nowe stworzenie nazywa go Wodospadem Niagara. Zupełnie nie pojmuję, dlaczego. Mówi, że on po prostu „wygląda” jak Wodospad Niagara. To nie jest żaden powód; to zwykła samowola i głupota. Ja sam nie mam najmniejszych szans, by czemukolwiek nadać nazwę. To nowe stworzenie z miejsca nazywa wszystko, co się nawinie, zanim zdołam zaprotestować. I za każdym razem słyszę tę samą wymówkę: to coś po prostu na to wygląda. Na przykład taki dodo. Mówi, że wystarczy na niego spojrzeć, i od razu się widzi, że „wygląda jak dodo”. No i pewnie będzie już musiał zachować tę nazwę. Męczy mnie zamartwianie się tym, które zresztą i tak niczego nie zmienia. Dodo, też mi coś! Nie wygląda bardziej jak dodo, niż ja sam.Jest to oczywiście Mark Twain i jego "Pamiętniki Adama i Ewy". Część może pamiętać tę książkę jako lekturę szkolną, ja niestety miałam tylko fragment (który bardzo mi się spodobał) w podręczniku. Teraz zapragnęłam poznać się lepiej z "Pamiętnikami"; znalazłam już nawet pdf. Jednak potrzeba posiadania nakazuje mi szukać jakiegoś ładnego wydania w księgarni. PS. Dla wszystkich pań nie mogących zrozumieć panów - to jest lektura właśnie dla was (dla nas?).
Wracając do tematu, cytrynie nadano wdzięczne imię Marta.
wtorek, 22 lutego 2011
Kochanie...
Kiedyś już chyba chwaliłam się moją miłością do roślin (nie zawsze odwzajemnioną). Miłość ta trwa nieprzerwanie, a jej ostatnim owocem jest drzewko cytryny. Musi być mu u mnie dobrze bo zawiązało już owoce. Czekam na pierwsze plony :)
środa, 16 lutego 2011
Zmiana
Ha! wreszcie zebrałam się za zmianę wyglądu. Maki były bardzo subtelne i kobiece, ale czas na coś odważnego i ... ZIELONEGO!
A dlaczego? Bo uwielbiam zielony! A najbardziej lubię kolor mojej ulubionej zupy (no ok. jednego z etapów przygotowywania tej zupy...).
A dlaczego? Bo uwielbiam zielony! A najbardziej lubię kolor mojej ulubionej zupy (no ok. jednego z etapów przygotowywania tej zupy...).
piątek, 21 stycznia 2011
Ja, która gotuje
Zainspirowałam się przepisem z whiteplate.blogspot.com. Mufinki miodowo-krówkowe z jagodami, brzmi cudownie. Mój wypiek został nieco zmodyfikowany, nie trzymałam się ściśle proporcji, składniki leciały "na oko", dżem jagodowy zastąpiłam pożeczkowym, a kilka mufinek przed pieczeniem przypruszyłam brązowym cukrem.
Wyszły cudownie, szczególnie te z brązowym cukrem (muszę się przyznać, że pomysł nie mój).
Wyszły cudownie, szczególnie te z brązowym cukrem (muszę się przyznać, że pomysł nie mój).
Subskrybuj:
Posty (Atom)






