Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instrukcja obsługi społeczeństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instrukcja obsługi społeczeństwa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2011

Zwyczaje

"Jeśli dżentelmen chce znaleźć żonę, nosi pierścień na placu wskazującym, jeśli jest zaręczony, nosi go na placu środkowym, jeśli jest żonaty - na palcu serdecznym; a na małym palcu, jeśli nigdy nie zamierza się ożenić.

Jeśli dama nie jest zaręczona, nosi pierścionek z diamencikami na palcu wskazującym, jeśli jest zaręczona - na środkowym, jeśli jest mężatką - na serdecznym, a na małym palcu, jeśli zamierza umrzeć jako panna."

Jakie to wszystko proste...

czwartek, 10 marca 2011

Jak w Irlandi...

Podwyżka ceny cukru była dziś tematem numer jeden. Wyszłam do ludzi i mam, musiałam słuchać jak to komu się źle żyje i kto przestał słodzić herbatę.

Mieliśmy mieć Irlandię, mamy Grecję. Źle nie jest, ciepło, ser feta, delikatna, jogurtowa kuchnia, ciepłe może i tłum turystów oznaczający pieniądze. Czy tylko ja dostrzegam jakieś pozytywy?

A w związku z podwyżką cukru (ile on kosztował?) też nie płaczę. Nadal sypię do kubka z herbatą 2,5 łyżeczki. Teraz przynajmniej sięgając w sklepie po cukier brązowy nie czuję na sobie spojrzenia "dziwadło kupuje 4 razy droższy cukier!". Bo brązowy nie podrożał prawda? Teraz czekam jeszcze, aż jakiś chłopiec będzie mnie podrywał na "słodzę dwie łyżeczki".

To tyle z moich wywodów. Zajadając się ekomakaronem z masłem, bazylią i prawdziwym parmezanem, popijając musujące wino truskawkowe, popularnie zwane szampanem, ale przecież nie wyprodukowane w Szampanii, mówię papa i życzę miłego wieczoru.

piątek, 25 lutego 2011

"A imię jego czterdzieści i cztery"

Dziś będzie o nazywaniu. Za radą kogoś sympatycznego postanowiłam nadać imię cytrynie. Pomysłów było kilka, ale wreszcie podjęto ostateczną decyzję. A teraz gdy o tym myślę, nachodzi mnie pewna książka i pewien jej fragment:
Oglądałem wielki wodospad. Myślę, że to najpiękniejsza rzecz na terenie całej posiadłości. To nowe stworzenie nazywa go Wodospadem Niagara. Zupełnie nie pojmuję, dlaczego. Mówi, że on po prostu „wygląda” jak Wodospad Niagara. To nie jest żaden powód; to zwykła samowola i głupota. Ja sam nie mam najmniejszych szans, by czemukolwiek nadać nazwę. To nowe stworzenie z miejsca nazywa wszystko, co się nawinie, zanim zdołam zaprotestować. I za każdym razem słyszę tę samą wymówkę: to coś po prostu na to wygląda. Na przykład taki dodo. Mówi, że wystarczy na niego spojrzeć, i od razu się widzi, że „wygląda jak dodo”. No i pewnie będzie już musiał zachować tę nazwę. Męczy mnie zamartwianie się tym, które zresztą i tak niczego nie zmienia. Dodo, też mi coś! Nie wygląda bardziej jak dodo, niż ja sam.
Jest to oczywiście Mark Twain i jego "Pamiętniki Adama i Ewy". Część może pamiętać tę książkę jako lekturę szkolną, ja niestety miałam tylko fragment (który bardzo mi się spodobał) w podręczniku. Teraz zapragnęłam poznać się lepiej z "Pamiętnikami"; znalazłam już nawet pdf. Jednak potrzeba posiadania nakazuje mi szukać jakiegoś ładnego wydania w księgarni. PS. Dla wszystkich pań nie mogących zrozumieć panów - to jest lektura właśnie dla was (dla nas?).

Wracając do tematu, cytrynie nadano wdzięczne imię Marta.

piątek, 11 lutego 2011

Znowu o kobietach

"Od samego zarania dziejów kobieta wszelkiego zła jest siedliskiem! Narzędziem Chaosu, wspólniczką spisku przeciw światu i rodzajowi ludzkiemu! Kobietą rządzi jeno cielesna lubieżność!! Dlatego tak chętnie demonom służy, by mogła chuć swą nienasyconą zaspokoić i swe naturze przeciwne żądze!"

Wiedźmin

wtorek, 8 lutego 2011

W przyjaźni

W przyjaźni zawsze pojawiają się momenty kiedy jednej osobie zaczyna zależeć za mało, a drugiej za dużo.


Mądre słowa kogoś cudownego - może nie zawsze podnoszą na duchu, ale prowadzą do rozwiązania zagadki :)

czwartek, 3 lutego 2011

Komedia pomyłek

Dlaczego robimy coś czego nie chcemy? A może jednak chcemy tylko tuż przed metą okazuje się, że jednak nie mamy ochoty na ten wyścig?

Takie głupie sytuacje, takie ludzkie, dla nas normalne ale dla kogoś kto jest w to wciągnięty uporczywe. Coś jakby pójść do sklepu, zapakować dwa koszyki oferowanego towaru i skierować się do kasy. Poczekać aż sztucznie uprzejma pani wszystko skasuje i w momencie gdy usłyszymy ile za to trzeba zapłacić stwierdzić, że jednak nie stać nas na to, albo nie potrzebujemy. Mówimy pracownicy, że jednak nie, rozmyśliliśmy się, a ona musi cały rachunek anulować. Poirytowana jest kasjerka, poirytowani są inni kupujący czekający w kolejce do kasy.

Sytuacja w sklepie to tylko przykład. W sumie lepiej się wycofać w ostatniej chwili niż zapłacić 100 zł za szampon do włosów, bo nie spytało się o cenę, a po jej usłyszeniu głupio powiedzieć, że jednak nie.

Robimy masę takich rzeczy, głupich. Robimy coś co prowadzi do czegoś innego - niechcianego i albo ponosimy konsekwencjie (czasem ich żałujemy, czasem nie) - bez względu na to czy się przygotowaliśmy czy nie, albo zwyczajnie rezygnujemy przed samą metą - irytując sędziego, kibiców i trenera.

Wnioski są proste. Jeśli nie mamy na coś ochotę to nie róbmy rzeczy które do tego prowadzą. Tylko dlaczego mimo świadomości tych wniosków nie stosujemy się do nich?

poniedziałek, 31 stycznia 2011

My kobiety

Czasem nachodzą mnie myśli, że jednak nie jesteśmy takie wspaniałe. Są chwile gdy wydaje mi się, że narzekający na nas mężczyźni mają rację. Manipulujemy i czerpiemy z tego radość. Mówimy jedno, robimy drugie. Ciągle narzekamy jakie to jesteśmy nieszczęśliwe, a dostajey wszystko czego zapragniemy. Nam wybacza się od ręki, my wybaczymy jeśli dostaniemy kwiaty.

Właśnie kwiaty... jaką moc one w sobie mają? Jest to jeden z najmilszych prezentów, który możemy dostać, jeden z tych który nie nudzi się nigdy i zawszę go chcemy. Ale czy w związku liczy się to aby stale wymieniać bukiet w wazonie na świerzy? Nie, jednak tego byśmy chciały.

Pragniemy troski, zainteresowania, spotkań, spacerów, kolacji. Otrzymujemy więcej niż same dajemy a ciągle nam mało.

Czy to tylko ja spotykam takie kobiety?

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Toasty

Piję wino, tradycyjnie "za kobiety które kochamy i nasz żony, żeby się nigdy nie spotkały", w duchu w wersji dostosowanej do płci :)


A tak nie akloholowo:
Miś Przytulania jest ciekawska, słodziutka i kochana, wszędzie gdzie idzie jest przytulana przez innych. Miś Przytulania jest w kolorze ciemnoróżowym, na jego brzuszku jest fioletowe serduszko przytulające żółtą gwiazdeczkę.

środa, 18 sierpnia 2010

Przebaczenie

- Kochanie czy ty nie masz czasem okresu?
- Tak mam! I co z tego?!
- Nic, nic... Nie złość się tak, nie gniewam się przecież.

Jak to jest, że okres jest świetnym argumentem żeby wybaczyć swojej kobiecie? Ok rozumiem, że hormony mogą mieszać, ale przecież jesteśmy tak samo świadome i problemy są te same co bez okresu. Swoją drogą, jeśli jestem niemiła i zła "bo da ruda #%$#@& mnie denerwuje" (bez obrazy dla rudych) to jest wyżywanie się i rozładowanie na kimś innym, a jeśli zestaw ten powiększymy o okres to nic się nie stało i przecież wiem, że mnie kocha.

Nie rozumiem mężczyzn, są nielogiczni.

środa, 28 lipca 2010

Zainteresowanie

Ostatnio mój mężczyzna postanowił zainteresować się moim losem. Zaczęło się od tego, że wysłał mi link do jakiejś piosenki na youtube a ja odpisałam, że nie kliknę bo zanim to się otworzy to komputer poinformuje mnie o 10 tysiącach różnych błędów.

Nie żebym nie potrafiła obsłużyć krzemowego głupka, bo potrafię i zazwyczaj wspomniany głupek przegrywa ze mną, ale gdy przyjdzie lenistwo nie ma na mnie mocnych. Oczywiście, że nie robię nic z tym komputerem bo mi się nie chce, zresztą to tylko głupie urządzenie...

Ale mój mężczyzna myśli inaczej. Jestem dla niego jedynie nieporadną kobietą, która nie potrafi nic zrobić. Czasem zresztą doprowadza mnie to do furii. Załatwiasz za niego wszystkie sprawy, dzięki tobie ma gdzie mieszkać i nie wyrzucili go z uczelni. Pilnujesz jego terminów, pierzesz smrody, chodzisz na nudne spotkania z JEGO kolegami (a spróbowałabyś nie pójść), zarywasz noce bo temu się w ostatniej chwili przypomni, że musi mieć coś na jutro zrobione. Jesteś kochanką, matką i nauczycielką jednocześnie, a w ostatecznym rozliczeniu wredną i niewdzięczną babą...

No ale wróćmy do jego zainteresowania moim losem. Pan mój kochany postanowił wykazać się wiedzą na temat komputerów i powiedzieć mi jak naprawić komputer. Jednak najpierw musiał się dowiedzieć co to za błędy. Tutaj wredna i podła baba zniszczyła jego plany mówiąc: "Nie wiem co to za błędy, nie czytam ich. Nie wiem nawet czy to są błędy. Z góry zakładam, że cokolwiek do mnie komputer mówi to jest błąd i klikam cokolwiek żeby okienko znikło".