piątek, 6 maja 2011
sobota, 30 kwietnia 2011
Ramki
Moimi własnymi rączkami i przy pomocy specjalnych oraz skomplikowanych w budowie maszyn wykonałam dwie niezwykłej urody rameczki. Oto one:
Domownicy moi oczywiście po obejrzeniu mych cudeniek nie poskąpili uwag, że krzywe, że niedokładne, że deseczki popękały. Dla mnie jednak nadal są najpiękniejsze na świecie :)
środa, 27 kwietnia 2011
Historia pewnego kota
Jestem właścicielką niemożliwego kota, tfu kotki. Codziennie słodziak mój spędza cały czas na spaniu i pielęgnowaniu futerka, codziennie też gania rurkę termokurczliwą umocowaną na bambusowej tyczce (jaka wspaniała z tego zabawka). Czasem w jej życiu pojawiają się wyzwania, tak jak dzisiaj. Tym razem było "jak wyjść na dwór". Kocina zwykle korzysta z drzwi - balkonowych - i okna, również balkonowego. Ale ktoś na jej drodze zawiesił firankę, nie żeby to jakaś nowość, bo firanka jest zawsze. Wyjątkowo nie potrafiła sobie kotka poradzić. Firanka do samej podłogi, nigdzie nosa się wcisnąć nie da. Zapomniało się kotkowi gdzie jest przejście. Łaziła to w jedną to w drugą i próbowała gdzieś nosek wcisnąć. A kot ten jest dziwaczny, nie toleruje jak jakaś tkanina leży na jej futerku. Ale myśląca widać jest, jak nie dołem to górą. Postanowiła wskoczyć na parapet. Najpierw oczywiście rozeznanie, oparcie fotela było idealnym punktem obserwacyjnym. Jakby się nie starała, jakby głowy nie wyciągała, z której strony by nie zaglądała - wszędzie firanka. Na nic się zdały kocie starania, należało użyć broni ostatecznej. Raźno podbiegła do mnie - leżącej i z rozbawieniem przypatrującej się widowisku - zrobiła słodkie oczka, zamiałczała i polizała mnie po łokciu. Zadziałało, kotu udało się wyjść na dwór.
środa, 20 kwietnia 2011
Róże kochają butelki po winie...
...krakowską kranówkę, a na dodatek nie chcą umierać.
![]() |
| Dostałam ją ponad tydzień temu, stoi w butelce po winie i dotąd nie wymienianej krakowskiej kranówce. Pąk był już tak mocno rozwinięty. |
![]() |
| Nie dość, że nie umiera to jeszcze wypuszcza nowe pędy. |
![]() |
| A to inna z mojej kolekcji. Dostałam ją tak dawno... ponad miesiąc temu. Pąk musiałam odciąć by zmarzł i padł, ale badyl który przez zaniedbanie zostawiłam w butelce zaczął wypuszczać pędy. |
![]() |
| A tak wyglądają obie ślicznotki. W butelkach po winie i na krakowskiej kranówce. PS. nie puściły korzeni. |
niedziela, 27 marca 2011
Czekolada i...
Komedie romantyczne, ulubiona zupa, niecodzienne potrawy i przygnębienie. Doskonały zestaw na samotny weekend. Odkrywam, że innym ludziom może się żyć dobrze i szczęśliwie, a polędwiczki z czekoladą i chilli są genialne. Gotuję 5 litrów brokułowej bo ją uwielbiam i zastanawiam się przetrwać kolejny tydzień...
Dość smęcenia, spróbujcie tego, jest pyszne:
400g polędwicy wołowej
2 łyżki masła
1 łyżka oliwy
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
1/2 szklanki białego wina
1/2 szklanki wody
1/3 tabliczki gorzkiej czekolady
1/2 łyżeczki płatków chilli
sól i pieprz
Mięso pokrój w plastry i oprusz solą i pieprzem. Usmarz z obu stron na rozgrzanym oleju z masłem. Cebulę i czosnek drobno posiekaj. Do mięsa dodaj cebulę, czosnek, wino, wodę i duś przez 15 minut pod przykryciem. Dodaj czekoladę i chilli i duś jeszcze przez 10 minut bez przykrycia.
czwartek, 10 marca 2011
Jak w Irlandi...
Podwyżka ceny cukru była dziś tematem numer jeden. Wyszłam do ludzi i mam, musiałam słuchać jak to komu się źle żyje i kto przestał słodzić herbatę.
Mieliśmy mieć Irlandię, mamy Grecję. Źle nie jest, ciepło, ser feta, delikatna, jogurtowa kuchnia, ciepłe może i tłum turystów oznaczający pieniądze. Czy tylko ja dostrzegam jakieś pozytywy?
A w związku z podwyżką cukru (ile on kosztował?) też nie płaczę. Nadal sypię do kubka z herbatą 2,5 łyżeczki. Teraz przynajmniej sięgając w sklepie po cukier brązowy nie czuję na sobie spojrzenia "dziwadło kupuje 4 razy droższy cukier!". Bo brązowy nie podrożał prawda? Teraz czekam jeszcze, aż jakiś chłopiec będzie mnie podrywał na "słodzę dwie łyżeczki".
To tyle z moich wywodów. Zajadając się ekomakaronem z masłem, bazylią i prawdziwym parmezanem, popijając musujące wino truskawkowe, popularnie zwane szampanem, ale przecież nie wyprodukowane w Szampanii, mówię papa i życzę miłego wieczoru.
Mieliśmy mieć Irlandię, mamy Grecję. Źle nie jest, ciepło, ser feta, delikatna, jogurtowa kuchnia, ciepłe może i tłum turystów oznaczający pieniądze. Czy tylko ja dostrzegam jakieś pozytywy?
A w związku z podwyżką cukru (ile on kosztował?) też nie płaczę. Nadal sypię do kubka z herbatą 2,5 łyżeczki. Teraz przynajmniej sięgając w sklepie po cukier brązowy nie czuję na sobie spojrzenia "dziwadło kupuje 4 razy droższy cukier!". Bo brązowy nie podrożał prawda? Teraz czekam jeszcze, aż jakiś chłopiec będzie mnie podrywał na "słodzę dwie łyżeczki".
To tyle z moich wywodów. Zajadając się ekomakaronem z masłem, bazylią i prawdziwym parmezanem, popijając musujące wino truskawkowe, popularnie zwane szampanem, ale przecież nie wyprodukowane w Szampanii, mówię papa i życzę miłego wieczoru.
czwartek, 3 marca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)





